25/10/2010
Po egzotycznej wycieczce na Filipiny czas wrócić do prozy życia… Hm… właściwie wycieczka na Filipiny wcale się jeszcze nie zakończyła… Megi uderzył bowiem najpierw właśnie w ten kraj, o ile pamiętam 19-ego października, i zabił tam 15 osób!
Potem skierował się w stronę Wietnamu, ale po chwili zmienił zdanie i 23-ego zawitał do Xiamen. Podwiewało dość mocno już dwa dni wcześniej, władze ogłosiły czerwony alarm (najwyższy stopień zagrożenia), więc trochę mi mrówki chodziły po plecach….
W sobotę, 23-ego, poszedłem rano nad morze, żeby sprawdzić poziom wody i wielkość fal. Przybrzeżna straż patrolowała puściuteńką plażę i po chwili poprosiła mnie o powrót do domu: „Jest zbyt niebezpiecznie!”. Prognozowano, że woda Cieśniny Tajwańskiej może być na tyle duża, że zniszczy przybrzeżne obszary. A że nawet głupi (stosunkowo słaby) Fanapi zgruzował w niektórych miejscach betonowe filary traktu spacerowego na plaży, spodziewałem się niezłej jazdy…
NA SZCZĘŚCIE I BOGU DZIĘKI z wielkiej chmury spadł mały deszcz. Megi nie był w Xiamenie silniejszy od Fanapiego, wręcz przeciwnie.
Dobrze, to tyle. Oddałem Megiemu, co Megiego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję za przeczytanie tego posta i chętnie przeczytam Twój komentarz!